Rozdział 11 >> sobota, 22 listopada 2008 18:19:19
- Schowaj się.- powiedział cicho młodzieniec
Wstał i wybiegł zza skał. Anioł zamachnął skrzydłami i poleciał wprost niego. Leminos uniósł miecz. Nagle anioł zniknął. Młodzieniec rozejrzał się. Nagły ból przeszył jego rękę. Mignęło ogniste skrzydło i ktoś pchnął go na ziemię. Natychmiast przeturlał się dalej. Kilka sekund później w miejscu gdzie leżał utkwił złoty grot. Odchylił się i zamachnął mieczem. Ogniste pióro opadło swobodnie na ziemię. Wtedy go ujrzał stał tuż koło niego delikatnie trzymając strzałę. Czekał na coś z mściwym uśmiechem.
- Dlaczego mnie nie zabijesz?- spytał Leminos
- Poczekaj na swoją kolej. Najpierw musisz cierpieć –stwierdził z uśmiechem i wzleciał w górę.
Leminos momentalnie zrozumiał. Poderwał się i podbiegł do anioła. Już odlatywał. Zamachnął się i rzucił ostrzem. Zabłysnęło i gładko wbiło się w ciał. Anioł opadł. Po jego skórze obficie spływała krew. Zwrócił wściekły wzrok do Leminosa. Krew kapała coraz obficiej. Jednak młodzieniec zauważył coś dziwnego. Medalion spoczywający w jego ręce drżał. Nagle przestał i rana anioła przestała krwawić. Anioł roześmiał się triumfalnie i wzniósł się znów w powietrze.
- Jednak zginiesz pierwszy...-powiedział-ale zanim to zrobię muszę ci coś powiedzieć. Bo wiesz już wyobrażam sobie jak zabiję tę nimfę. Mmmm, najpierw polecę z nią na środek jeziora i puszczę. Będę delektował się tym widokiem. Wyobraź sobie... wyobraź sobie jak krzyczy, błaga o pomoc i jak w końcu ginie pochłonięta przez odmęty jeziora. To bezwładne blade ciało znikające w ciemnościach... a ja, ja będę wolny, wolny już na wieki.- ze śmiechem poleciał nad jezioro- i będę mógł patrzeć na jej ciało gdy już jezioro je z siebie wyrzuci. Będę stał i patrzył, patrzył...
Leminos był wściekły. Zacisnął pięści z bezsilności. Poczuł jednak że nadal ma medalion. Wypuścił go i uniósł kamień.
- To ostatnia szansa...
Anioł krzyknął. Momentalnie zawrócił i pędził do brzegu. Miecz wbity w brzuch przeszkadzał mu w locie. Był jednak już tak blisko. Na jego twarzy zakwitł triumfalny uśmiech , wyciągnął dłoń.

komentarze [2]

wasz płomienny aniołek



rozdział 10 >> poniedziałek, 26 maja 2008 19:38:59
Leminos poczuł ból w lewym ramieniu, lecz nie puścił miecza wbitego w skrzydło anioła. Prawie nie krwawiło, wypadło tylko parę ognistych piór, które skręciły się i zamieniły w popiół zanim dotknęły ziemi. Anioł uśmiechnął się pogardliwie i przekręcił mały sztylet wbity przez niego w ramię młodzieńca. Nagle anioła przeszył gwałtowny ból, który sprawił że upadł na kolana. Upadając zobaczył błysk zakrwawionego ostrza wyciąganego z jego boku. Z ust wypłynął mu strumyk krwi, kapiąc obficie na dłonie. Leminos przyłożył miecz do szyi anioła.
- Dlaczego... Dlaczego ją zabiłeś...- wyszeptał młodzieniec coraz mocniej przyciskając stal do jego skóry.
Anioł zaśmiał się. Nieprzyjemny, ostry, podobny do igieł śmiech wypełnił powietrze. Odbijał się od drzew, ślizgał po trawie wypełniał uszy, kuł głęboko w serce.
- No dalej, zabij mnie, przecież to takie łatwe...- drobne kropelki krwi potoczyły się po mieczu.
- Najpierw odpowiedz, dlaczego to zrobiłeś.?
- Nic ci nie powiem.- powiedział i zaczną odwracać twarz w stronę Leminosa.
- Nie ruszaj się... – twarz anioła wykrzywiał wyraz pogardy mieszający się z bólem.
Teraz krew z ust zaczęła ściekać mu po szyi, tworząc pozawijaną ścieżkę i wsiąkając w materiał .
- Bo co? Zabijesz mnie? Przecież ona pragnie mojej śmierci... - w złotych źrenicach błysnął triumf.
Anioła otoczyły iskry, sprawiając że wyglądał jak pochodnia.
- Nie!- krzyknął upadając na trawę.
Jego ciało zaczęło drgać. Trząsł się i krzyczał próbując odpędzić niewidzialnego przeciwnika. Leminos odsunął się od niego wciąż trzymając miecz w pogotowiu. W końcu ciało przestało się trząść. Podmuch wiatru odpędził płomienie. Ktoś powoli wstał z ziemi. Słonce przesiąkało przez pół przezroczysty strój. Długie brązowe włosy zakręciły się na wietrze. Leminos pozwolił by miecz upadł bezwładnie na ziemię. Na rękach postaci skrzyły złote kajdany zbudowane jakby z ciekłego metalu. Porwane rękawy zwisały aż do ziemi. Postać spojrzała na młodzieńca. W brązowych oczach odbijały się delikatne promienie światła.
Dziewczyna ze snów stała przed Leminosem, drgając na wietrze niczym obłok mgły.
- Musimy się pospieszyć. Długo go nie powstrzymam- szepnęła, a jej głos przetoczył się wokół, odbijając się echem od każdego przedmiotu.
Podeszła do leżącego opodal ciała Kalinaope. Ujęła zimna, drętwa dłoń.
- Chodź ze mną - wyjęła drugą ręka z kieszeni medalion.- Chwyć mnie za ramię.- nakazała gdy podszedł.
Uniosła duży srebrno-fioletowy wisior na wysokość oczu i szepnęła kilka słów. Medalion błysnął i otaczający ich las zaczął się rozpływać zastępowany przez pojawiający się piaszczysty brzeg i srebrzystą taflę jeziora. Dziewczyna wstała.
- Pomóż mi przenieść ją do wody.
- Po co? Przecież ona już...
- Nie zadawaj pytań. Przecież chcesz by żyła, tak? - Leminos odpowiedział kiwnięciem głowy.
- Jak się nazywasz? Kim jesteś? Dlaczego nam pomagasz?
- Bo to wszystko moja wina... kiedyś.... kiedyś nie byłam ognistym aniołem. To przez swoją chciwość i próżność stałam się taka. Zaklęłam swoje serce w tym medalionie, aby moja moc wzrosła, stałam się ognistym aniołem. Ogień zaczął pożerać moją duszę , swoje serce zamknęłam w jednej z komnat zamku. Zabiłam wszystko co kochałam. To wszystko co widziałeś... ten zamek... ten las... to był mój dom. Ja to wszystko zniszczyłam. Sprawiłam że pozostała pustka i wieczna zima. Ale zostałam ukarana , bogowie uwięzili mnie tam by świat o mnie zapomniał. Po jakimś czasie jednak anioł przestawał nade mną panować i znów stałam się sobą...na krótko, to prawda... ale to byłam ja. Nawet nie wiesz jaki ból sprawiało mi chodzenie po pustym domu i wspominanie tego co straciłam już na zawsze... czasem gdy zasypiałam śniłeś mi się , to właśnie dlatego cię sprowadziłam... myślałam że pomożesz mi pokonać anioła.... ale...ale się myliłam, to był błąd i teraz muszę go naprawić - spojrzała na nieruchome ciało nimfy.
- Ale jak...-spytał, ale dziewczyna nawet nie zwróciła na to uwagi.
- Proszę, chcę żebyś mi coś obiecał. Gdy będzie już po wszystkim weź medalion i zniszcz go. Nie pozwól by anioł mógł wrócić... proszę, ja nie chcę już cierpieć...
- Dobrze...
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno, po czym weszła po pas w wodę. Dotknęła medalionem wody. Drobne kręgi rozproszyły się po całym jeziorze zmieniając jego kolor na głęboki, ametystowy fiolet. Nagle powierzchnię wody przebił dziób srebrnego czółna.
- Włóż ją do środka i wyjdź z wody- poleciła , gdy łódka cała wynurzyła się z wody.
Młodzieniec posłusznie wykonał polecenie i stanął na brzegu. Dziewczyna wsunęła się do czółna. Chwyciła mocno medalion i zaczęła szeptać jakieś słowa. Woda zaczęła buzować i wrzeć, pojawiły się fale. Były coraz większe, lecz czółno było nieruchome. Woda skakała w górę zsyłając dookoła fioletowe krople deszczu. Po chwili z jeziora zaczęły się wyłaniać lekkie, delikatne i podobne do duchów stwory. Poruszały się w powietrzu delikatnie gładząc od czasu do czasu wzburzoną taflę. Wtem woda w jeziorze zrobiła się krwistoczerwona. Powierzchnia momentalnie uspokoiła się. Latające stwory zakręciły się i pofrunęły jednocześnie w stronę czółna. Dziewczyna stanęła i uniosła wysoko ręce w złotych kajdanach. Stwory porwały ją w powietrze.
Dziewczyna wznosząc się coraz wyżej szeptała cicho jakieś słowa. Nagle z trzymanego przez nią medalionu wypłynęła stróżka światła. Opadała łagodnie w kierunku tafli. Stwory poruszyły się niespokojnie. Stróżka dotknęła tafli jeziora zmieniając jego kolor z czerwieni na złoty. Dziewczyna przestała się wznosić , z jej rąk wystrzeliły promienie, które po zetknięciu się z wodą zmieniały się w złote kajdany. Stwory rozproszyły się, gdy czółno wypłynęło na środek jeziora i powoli zaczęło się unosić. Kiedy wzniosło się na wysokość pasa dziewczyny, w jej ręce pojawił się mały opalowy sztylet. Uniosła go i wbiła w swoją rękę. Krew pociekła po niej. Stwory rzuciły się na nią. Kawałki szaty i krew padała na ciało Kalinaope. W pewnym momencie trysnęło światło, rozeszło się falą po cały jeziorze i lesie sprawiając że Leminos upadł. Potem nastała martwa cisza, wypełniając dokładnie każdy zakątek . Na jeziorze nikogo nie było, tylko samotne czółno sunęło bezszelestnie do brzegu. Leminos wstał i wszedł do wody. Chwycił za czółno i wyciągnął na brzeg. Pochylił się nad ciałem nimfy, przez moment miał wrażenie że się poruszyła. Przyłożył swoją dłoń do jej policzków. Były ciepłe. Kalinaope powoli otworzyła oczy i spojrzała na Leminosa. Po jego twarzy spływały grube krople wody, nimfa usiadła w czółnie i otarła mu twarz kawałkiem swojej sukni. Coś stuknęło o dno czółna. Młodzieniec sięgnął i wyciągnął z niego medalion. Nimfa spojrzała na niego pytającym wzrokiem, gdy położył go na ziemi i wcelował w niego miecz. Zamachnął się i... z pod powierzchni wody wyłonił się ognisty anioł. Wzniósł się nad powierzchnię i wypuścił strzałę. Leminos złapał medalion i Kalinaope i schronił się za skałami. Złocisty grot roztrzaskał się rozsypując dookoła fontannę iskier. Anioł wzleciał wysoko roztaczając dookoła złowrogi blask. Wyciągnął kolejną strzałę i zrobił zwrot.

komentarze [10]

wasz płomienny aniołek



rozdział 9 >> sobota, 8 września 2007 20:17:08
Leminos przedzierał się przez leśną gęstwinę. Anioł go nie ścigał.
- To dziwne, wypuścił tylko kilka strzał, ale... dlaczego nas nie gonił?- pomyślał młodzieniec.

Szedł coraz głębiej w las nawołując Kalinaope. W pewnym momencie dostrzegł kawałek jej szaty, przyczepione do kolców krzewu. Podszedł bliżej i ostrożnie wyplątał go z kolców.
- Tak, to na pewno z jej sukni- pomyślał .

Rozejrzał się szukając jeszcze jakiś śladów. Pod pobliskim drzewem coś błysnęło. Leminos schylił się i podniósł z runa resztki złotej strzały.
- Skąd wzięły się tak daleko w lesie- zadał sobie pytanie, gdy nagle dostrzegł coś jeszcze.
Na strzale była krew, tak samo jak na pniu drzewa pod którym leżała. Młodzieńca ogarnęło złe przeczucie. Zaczął iść coraz dalej szukając coraz częściej pojawiających się śladów krwi. Doprowadziły go na polanę. Ruszył w kierunku skał. Plamy krwi były coraz obfitsze, dostrzegł również przy jednej z zakrwawionych skał grot, która na pewno należała do znalezionej w lesie strzały. Niedaleko leżała Kalinaope. Podszedł bliżej. Była na skraju śmierci, pomimo to nadal oddychała. Odłożył powoli miecz, ują ją delikatnie, przewrócił na plecy, a jej głowę oparł na swoich kolanach. Otworzyła lekko oczy i uśmiechnęła się blado. Odwzajemnił uśmiech z największym trudem powstrzymując łzy. Ona jednak zauważyła cień smutku przemykający po jego twarzy, błysk w oczach...
- Nie martw się o mnie, nie płacz nie lubię łez. Tam dokąd pójdę będzie mi lepiej. Wszyscy już na mnie czekają, czuję ich, ich i moje jezioro, słyszę jego szum... – jej głos słabł z każdą sekundą.

Leminos nie czekał kiedy skończy mówić, nie mógł już powstrzymać łez, ale ona przecież ich nie chciała, więc chwycił ją mocno i przytulił. Stłumił szloch lecz łzy toczyły się po jego twarzy, czuł że ją traci. Stawała się coraz bardziej bezwładna, aż płomyk jej życia zgasł, pozostawiając łzy i żałosny jęk, który wyrwał się z piersi Leminosa.
Młodzieniec układał ciało na miękkiej trawi z dala od olbrzymich plam krwi. Pogrążony w swojej rozpaczy nie zauważył jednak, że ktoś go obserwuje. Ognisty anioł stał na skałach tuż za nim. Napiął powoli łuk, tak mocno że materiał z którego był wykonany cicho zatrzeszczał. Leminos usłyszał go i błyskawicznie odwrócił się. Anioł wypuścił strzałę, która ze złowrogim świstem padła u stóp Leminosa. Młodzieniec wstał i zaczął biec w stronę pozostawionego wcześniej miecza. Minął parę głazów i złapał miecz. Blade ostrze zalśniło w świetle gasnącego słońca. Nagle rozległ się świst i kolejna strzała przeleciała tuż obok Leminosa. Uchylił się w ostatniej chwili. Kolejna. Tym razem wiedział co robić. Gdy strzała była już bardzo blisko, nachylił miecz w taki sposób, by odbita strzała wróciła wprost do anioła. Odbiła się. Młodzieniec wykorzystał chwilę w której anioł wzbił się lekko w powietrze, aby do niego podejść. Zamachnął się i krople krwi zaczerwieniły ziemię.

komentarze [10]

wasz płomienny aniołek



rozdział 8 >> piątek, 25 maja 2007 13:39:49
Obudził się.
-A więc to był tylko sen- pozwiedzał sobie w duchu.
Poczuł ulgę. Nimfa leżała na łóżku. Spojrzał na nią. Nadal spała. Wstał i wyszedł z pokoju. Szedł korytarzem, tak absolutnej ciszy, że słyszał bicie swego serca. Wyszedł z zamku. Śnieg już nie padał. Rozpoczynał się nowy dzień. Skierował się ku bramie. był już bardzo blisko, gdy zauważył że koło zamku rośnie las. Wielkie, wiekowe dęby, kontrastowały z bielą śniegu i nieba, łącząc się z ponurym kolorem zamku. spojrzał na całą posiadłość. Pomyślał o Kalinaope. Jeszcze raz się rozejrzał, coś przykuło jego uwagę, a właściwie brak czegoś. Tuż koło bramy stał pusty cokół, Leminos mógłby przysiąc iż wcześniej stała na nim kamienna rzeźba anioła. Od rozmyślania oderwał go gwar wzbijającego się stada wron. Wrócił do zamku i usiadł przy łóżku Kalinaope. Była taka piękna i spokojna. Spokojne światło malowało wzory na twarzy nimfy.
Po południu nimfa i młodzieniec byli gotowi do drogi powrotnej. Wyszli z zamku. Nimfa zamknęła oczy. Biały, lśniący śnieg, odbijał promienie słoneczne, prawie ją oślepiając swoim blaskiem. Przymrużyła oczy.
- Chodźmy- powiedział Leminos.

Ruszyli w drogę powrotną. Nagle młodzieniec stanął.
- Co się stało?- zapytała Kalinaope.

Na cokole obok bramy stał posąg anioła. Młodzieniec był pewny iż rano go tu niebyło. Posąg drgnął. Pośrodku rzeźby pojawiła się rysa. Szybko się powiększała, ze środka zaczęło wydobywać się światło. Powoli anioł zaczął pękać. Miecz wypadł z jego ręki. Kawałki kamienia opadały na śnieg, ukazując jakąś świetlistą istotę. Leminos podniósł ostrożnie miecz z ziemi. Kiedy opadł ostatni kamienny płat, ich oczom ukazał się anioł z ognistymi skrzydłami. Jego tułów pokrywała złota zbroja. Na piersiach zbroi był wykuty złoty lew, światło bijące od skrzydeł anioła, sprawiało że wyglądał jak żywy. Anioł poruszył się. Leminos i Kalinaope zaczęli się cofać. Ognista istota otworzyła oczy i spojrzała na nich. Wyciągnęła dłoń w której spoczywała złota, paląca się kula. Spojrzał na nich , a w jego oczach błysnął gniew . Kula zaświeciła się mocno. Zaczęła powoli wydłużać się, tworząc coś w rodzaju ognistego łuku. Anioł wyciągnął swoją świetlistą dłoń, w której nagle pojawiła się płonąca strzała. Napiął cięciwę i strzelił w nich. Strzała zaiskrzyła i trafiła w śnieg. W ciągu sekundy roztopił się, ukazując czerń ziemi. Zaczęli uciekać. Kalinaope pobiegła w stronę lasu. Jej ubrania darły się w gęstwinie, żłobiąc gdzieniegdzie drobne rany. Nie zawrzała na nic, biegła ciągle przed siebie. Nagle zauważyła przed sobą kilka skał. Wbiegła szybko pomiędzy nie. Usiadła na ziemi. Zdała sobie sprawę, iż jest sama. Wszystko wokoło było nieruchome, nawet powietrze zawisło w martwej ciszy, która otaczała nimfę. Słyszała szybkie bicie swojego serca. po chwili Kalinaope poczuła stopniowo rosnący ból w boku. Odruchowo go dotknęła. Zabolało jeszcze bardziej, spojrzała na niego. Po ręce i boku nimfy spływała krew. Odciągnęła dłoń i zobaczyła, że w jej ranie był kawałek złotego grotu, a szaty wokół są spalone. Wyciągnęła go powoli, lecz gdy tylko położyła go na ziemi, zamigotał złowieszczo lśniąc jeszcze ciepłą krwią. Była wyczerpana, rozejrzała się wokoło szukając wzrokiem jakiegoś schronienia. Dostrzegła małą pieczarę, próbowała dotrzeć do niej lecz ledwo trzymała się na nogach. Niewytrzymała nawet połowy drogi do jaskini, upadła. Była tak słaba że nie mogła zacisnąć w złości i straszliwej bezradności swojej dłoni. Po jej policzkach potoczyły się łzy i niknęły pochłaniane przez ziemię. Nie czuła już bólu, tylko wielką bezgraniczną pustkę. Usłyszała ciche szemranie wody. Była przy swoim ukochanym jeziorze, zanurzała w nim ręce, biegała wśród starych tak dobrze znanych jej drzew. Wszystko to było piękne i radosne, a ona czuła się wspaniale... pomimo tego że jej ciało nadal leżało na twardej ziemi jeszcze mokrej od jej łez. Jej oddech był coraz cięży, zamknęła oczy...

komentarze [10]

wasz płomienny aniołek



rozdział 7 >> niedziela, 1 kwietnia 2007 17:16:37


Tik, tak, tik, tak- zegar tykał spokojnie odbijając blade światło świec. Leminos rozejrzał się. Tej komnaty wcześniej nie widział. Na pewno by ją zapamiętał, była całkowicie czysta. Na wypolerowanych meblach ślizgało się światło. W pokoju nie było okien, jedynym źródłem światła był stół obstawiony świecami. Musiały palić się od jakiegoś czasu, gdyż blat w wielu miejscach oblany był woskiem. Odgłos kroków, które usłyszał Leminos, odwrócił jego uwagę od pokoju. Odwrócił się. Do komnaty weszła postać. Na początku była ledwie widoczna z powodu panujących ciemności. W miarę jak się do niego zbliżała, jej zarys był coraz bardziej widoczny. Lecz dopiero gdy weszła w krąg światła, Leminos zauważył iż była to młoda kobieta. Jej brązowe włosy opadały kaskadą łagodnych łuków, opadając na ramiona, zjeżdżając po rękach aż do pasa. Spojrzał na twarz. Miała takie mądre spojrzenie. Leminos już wiedział kim jest. Dziewczyna ze snów, znów starsza, uśmiechnęła się. Światło świec, tworzyło na jej twarzy miękkie półtony i złociste refleksy. Ujęła w swoje ręce, dłoń Leminosa i pociągnęła go przedpokoju. Szli przez długi korytarz, jego koniec ukryty był w mroku. Na podłodze leżał gruby, miękki, tłumiący ich kroki, dywan. Ściany były pokryte beżową draperią. Pochodnie, wiszące na srebrnych łańcuchach, budziły grozę. Rozsiewały duże p[lamy martwego światła. Młodzieniec stanął. Dziewczyna idąca tuż przed nim również.

-Kim jesteś? Jak się nazywasz? Dokąd idziemy?- spytał, lecz ona uśmiechnęła się tajemniczo i wskazała coś na końcu korytarza. Leminos ominął ją i zobaczył coś czegoś wcześniej nie zauważył. Były to drzwi, co więcej widział je już na korytarzu w zamku. Były to drzwi skrywające tajemnicę. Podszedł do nich. Wyciągnął rękę by je otworzyć. Rozległ się krzyk. Młodzieniec odwrócił się natychmiast. Ujrzał przerażający widok. Podłoga korytarza pękała, ukazując gdzieniegdzie czarną, pustą otchłań. Dziewczyna stała przy ścianie otoczona z trzech stron wykruszoną podłogą. Leminos przybiegł jak najszybciej, lecz gdy tylko się zbliżył, podłoga zawaliła się. Widział znikającą w ciemności, przestraszoną twarz dziewczyny. Spadał szybko w dół, mając przed oczami tę twarz...


komentarze [23]

wasz płomienny aniołek



rozdział 6 >> poniedziałek, 12 marca 2007 16:32:11
Leminos był na pustkowiu, tuż obok niego szła mała dziewczynka. Widział ją już wcześniej, tylko gdzie...
Dziewczynka odwróciła twarz i popatrzyła na niego swoimi mądrymi, brązowymi oczami. Wtedy zdał sobie że było to dziecko z koszyka, widziane przez niego we śnie, tylko o kilka lat starsze. Niebo chyliło się ku zachodowi gdy weszli do wąwozu. Na ścianach widniały błyszczące w ostatnich promieniach słońca kamienie. Spojrzał do tyłu, końca wąwozu nie było widać. Słońce już całkiem zaszło, a na niebie pojawił się księżyc. Młodzieniec popatrzył na twarz towarzyszki. Wpatrywała się w wąską szczelinę w ścianie wąwozu. Coś migotało wewnątrz, nie był to jednak żaden kamień. To coś ruszyło wprost na nich. Dziewczynka chwyciła Leminosa za rękaw. Ze szczeliny wysuwały się barwnym korowodem węże. Zbliżały się bardzo szybko, ich skóry migotały srebrzyście w świetle księżyca. Długie na kilkadziesiąt centymetrów kły ociekały jadem, który opadając na ziemię, wypalał wąskie rowki z cichym skwierczeniem. Były coraz bliżej i bliżej... Młodzieniec poczuł przerażenie. Dziewczynka zaczęła krzyczeć.
Leminos obudził się przerażony. Coś jednak było nie tak. Pomimo iż już się obudził krzyk nadal rozbrzmiewał. Rozejrzał się po pokoju. Nie było w nim Kalinaope. Krzyk ustał. Młodzieniec wybiegł z pokoju. Wrota wejściowe były otwarte. Śnieg wniesiony przez wiatr, opadł na dywan. Leminos nie dostrzegł nigdzie nimfy. Wyjrzał przez wrota, na śniegu widać było ślady. Prowadziły one jednak nie z, ale do pałacu. Rozejrzał się uważnie dookoła. Ślady prowadziły wyraźnie w stronę tajemniczych drzwi. Młodzieniec ruszył w ich kierunku, były lekko uchylone. Wyciągną dłoń. Nagle usłyszał hałas na przeciwległym końcu korytarza. Odwrócił się. Źródłem hałasu była Kalinaope , która przewróciła stary, mosiężny świecznik na podłogę. Leminos podbiegł do nimfy.
-Nic ci się nie stało?- szepnął.

Nimfa pokręciła przecząco głową. Młodzieniec zauważył, pomimo panującego półmroku, że Kalinaope była przestraszona.
-Wracajmy do pokoju.

Kalinaope obróciła się i minęła go jak gdyby był zwykłym przedmiotem. Weszła do pokoju, a za nią Leminos. Usiadł koło niej , naprzeciw kominka. Spojrzał na jej twarz. Po policzkach spływały wielkie łzy i opadały z głuchym pogłosem na futro w które była ubrana. Młodzieniec przytulił nimfę. Zaczęła łkać. Po pewnym czasie usnęła w jego ramionach zmęczona przeżyciami tego wieczora. Ułożył ją ostrożnie na łóżku i przykrył. Sam położył się przed kominkiem i próbował zasnąć, jednak myśli nie dawały mu spokoju.
-Co zobaczyła ta dziewczyna? Co sprawiło że była taka przerażona?-

Rozmyślał jeszcze kilka godzin, wpatrując się w dogasające płomienie. Dołożył drwa i znowu buchnęły. W końcu zmęczenie wzięło górę i Leminos po raz kolejny zapadł w sen.

komentarze [24]

wasz płomienny aniołek



rozdział 5 >> piątek, 2 marca 2007 20:04:30

Leminos i Kalinaope ruszyli przez zaśnieżoną drogę. Nagle ujrzeli przed sobą olbrzymi pałac. Stał na niewielkim wzniesieniu, nie zobaczyli go w całej swojej okazałości, ponieważ śnieg zaczynał padać coraz mocniej. Przed bramą stał duży posąg kobiety ze skrzydłami. Na skrzydłach posągu lśnił się szron. Twarz do połowy osłonięta była białym puchem. W prawej dłoni lśnił miecz z rubinową rękojeścią. Rzeźba ta, pomimo że była wykonana z kamienia, wyglądała na żywą istotę pogrążoną w głębokim śnie.
-Wracajmy już, mam złe przeczucie- powiedziała nimfa.

-Dobrze, ale nie dziś. Jest zbyt ciemno, a śnieg jest coraz gęstszy. Musimy gdzieś przenocować.

Otworzył bramę i ruszył w kierunku pałacu, trzymając za rękę Kalinaope.
Stanęli w długim holu. Na ścianach wisiały wyleniałe gobeliny, stare obrazy, w dawniej złotych, ramach oraz zardzewiałe świeczniki. Gruba warstwa kurzu przykrywała wszystkie przedmioty, a na podłodze tworzyła puszysty dywan. Leminos schylił się i podniósł leżący na podłodze świecznik. Otrzepał go z kurzu, włożył świeczkę i zapalił. W bladym świetle świecy ujrzeli że oprócz kurzu przedmioty pokryte są cienką warstwą lodu. Skierowali swoje kroki w stronę najbliższych drzwi. Nimfa wyciągnęła rękę. Otworzyły się same ze straszliwym zgrzytem. Ze środka wydobywało się słabe światło. Kalinaope cofnęła rękę. Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem.
Zbliżała się północ, nimfa patrzyła w płomienie wesoło trzaskające w kamiennym kominku. W jej głowie błąkała się tylko jedna myśl. Przed oczami miała obraz uchylonych drzwi. Było w nich coś niezwykłego coś, co sprawiało że nie mogła wymazać ich z pamięci. Wstała, rozejrzała się po pokoju. Tuż przy kominku spał młodzieniec. Na jego twarzy igrały cienie i blaski. Kalinaope zamyśliła się. Nagle z zamyślenia wyrwał ją jakiś hałas. Wyszła na korytarz. Było pusto. Ruszyła w kierunku tajemniczych drzwi, wydobywało się spod nich światło. Nimfa wyciągnęła dłonie. Drzwi otwierały się z cichym skrzypieniem...

komentarze [16]

wasz płomienny aniołek



rozdział 4 >> piątek, 16 lutego 2007 18:24:58
Dopiero po chwili Leminos zauważył coś jeszcze. Drobna postać nimfy stojącej przy jednym z pobliskich starych drzew, była ledwie widoczna. Młodzieniec nie widział wcześniej osoby tak pięknej, lekkiej i zwiewnej. Stała tam sama niczym duch i wpatrywała się w swoje zapłakane oblicze. Łzy niczym perły padały w srebrną toń jeziora. Później westchnęła głęboko, otarła łzy jedwabną chustką i zauważyła Leminosa, który nieopatrznie wyszedł zza krzewu. Nimfa krzyknęła i zaczęła uciekać. Młodzieniec pobiegł za nią, gdy był już blisko złapał ją za rękę uniemożliwiając dalszą ucieczkę.
-Poczekaj. Jak masz na imię?- spytał spokojnie Leminos, wpatrując się w piękną twarz nimfy.
-Nazywam się Kalinaope. Jestem strażniczką tego jeziora... Nie powinno cię tu być- dodała spoglądając na twarz młodzieńca. –To jezioro przeznaczenia. Tylko ja mogę tu przebywać...
Leminos wciąż patrzył na nimfę, osobę tak bliską i jednocześnie tak daleką. W pewnym momencie doznał nieznanego mu dotąd uczucia. Patrzył nimfie prosto w oczy, wciąż trzymając jej drżącą dłoń. Serce mu zabiło szybciej i ciągnięty jakąś niewidzialną siłą zbliżył swą twarz do jej. Nagle zawiał bardzo zimny wiatr. Tuż obok nich padł jasny snop światła, który oświetlił ściółkę a nawet najdrobniejsze kamyki zabłysły diamentowym blaskiem. Leminos i Kalinaope popatrzyli w stronę światła. Spodziewali się zobaczyć niebo, ale źródłem światła było duże lustro. Miało pozłacane ramy, pokryte różnymi wzorami, przedstawiały one historię powstania świata. Było wykonane z wielką precyzją. Jednak nawet tak misterne zdobienia nie mogły przyćmić piękna dużego, czarnego opalu. Podeszli bliżej. Kamień znaczą pulsować, z jego wnętrza zaczęła wydobywać się mgła. Nagle rozbłysk on mocnym, szkarłatno-liliowym światłem. Młodzieniec i nimfa poczuli, że odrywają się od ziemi. Nagle otoczył ich szmaragdowy blask. Nimfa poczuła przeraźliwe zimno. Po krótkim czasie jej stopy dotknęły ziemi. Mgła przerzedziła się i Kalinaope ujrzała nieznany jej dotąd widok. Wokół panowała noc, nimfa poczuła zimno. Stała na białym i iskrzącym się puchu. Wyciągnęła dłoń i dotknęła go. Poczuła dziwny ból w ręce i spojrzała na nią. Była zaczerwieniona, opuchnięta i lodowata. Nagle na jej głowę coś spadło. Maleńka biała, gwiazdka zaplątała się w jej włosy, nim ją wyjęła gwiazdka znikła. Po chwili z nieba zaczęły spadać miliony takich gwiazd. Nimfa zdziwiła się
-Czyżby z nieba zaczęły spadać gwiazdy?- pomyślała.
Leminos zmierzał w stronę nimfy niosąc w rękach małe zawiniątko.
-Włóż to będzie ci cieplej.- powiedział młodzieniec podając jej tobołek.
-A ty...- zaczęła nimfa, ale zsiniałe z zimna usta nie chciały się poruszać.
-O mnie się nie martw. Załóż to.
-Dziękuję-na twarzy nimfy pojawił się uśmiech.-Jak pięknie.
-To śnieg. Widziałaś go już wcześniej?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową, wyjęła wyprostowaną rękę z pod zwałów peleryny. Patrzyła jak płatki śniegu opadają i rozpuszczają się na niej. Na twarzy nimfy rozkwitł szczery uśmiech.
-Ruszajmy już- szepnął młodzieniec.

komentarze [13]

wasz płomienny aniołek



rozdział 3 >> czwartek, 8 lutego 2007 13:27:22
Podróżował nie przerwanie, aż do bram Delf. Został wmieście kilka dni, by odpocząć po trudach podróży. Któregoś ranka, wypoczęty, umyty, wyruszył w stronę wyroczni. Po drodze przyłączał się do tłumów ludzi, zmierzających, jak co dzień do tego świętego miejsca. Po dotarciu na miejsce, zasiadł na widowni. Po chwili do pomieszczenia wprowadzono wieszczkę w transie, wywołanym przeróżnymi kadzidłami i olejkami. Usiadła ona na środku sali i zaczęła wygłaszać przepowiednię:

,,Młodzieniec o trzech imionach,
wyruszywszy do nieznanych krain, odnajdzie jezioro którego niema,

a tam jest ukryta jego przyszłość na Ziemi.’’


Leminos od razu pojął, że to właśnie jego dotyczyła ta przepowiednia.

Następnego dnia młodzieniec spakował wszystkie swoje rzeczy i wyruszył na spotkanie swojego przeznaczenia. Opuścił mury miasta zanim złocisty powóz Heliosa pojawił się nad ziemią. Dał się prowadzić swojemu przeczuciu i w niedługim czasie dotarł do lasu. Tym razem jednak las ten był o wiele większy od tych wcześniej widzianych przez Leminosa. Roztaczała się nad nim przedziwna aura. Jedyne, co zdziwiło młodzieńca to niezwykła cisza, nie tylko na rozciągających się wokół łąkach, ale i w samej puszczy.

Młodzieniec ostrożnie wszedł do lasu, uważnie nasłuchując każdego odgłosu. Od razu domyślił się ze to miejsce skrywa albo wielkie niebezpieczeństwo albo wielką tajemnicę. Każdy krok był tak uważny i tak cichy, że Leminos słyszał nerwowe bicie własnego serca. Nagle tę ciszę zakłócił szelest. Młodzieniec szybko odwrócił głowę i ujrzał pięknego jelenia. Strugi światła ślizgały się na miękkiej sierści zwierzęcia i opadały na ściółkę. Zwierzę stało dumnie z podniesioną głową, prezentując swoje wspaniałe poroże. Jeleń wygiął swoją smukłą szyję i pogalopował w głąb lasu nie wydając przy tym żadnego odgłosu. Leminos szybko obrócił się i ruszył za zwierzęciem, bo choć nie miał żadnych szans by go dogonić, przeczucie podpowiadało mu, że zaprowadzi on go do celu podróży. Młodzieniec biegł coraz szybciej. Jedno drzewo... drugie... mijał je bez zastanowienia. Zapuszczał się coraz głębiej i głębiej, nie zauważył nawet, kiedy dostał się do lasu tak daleko, że drzewa rosnące wokół zaczęły przysłaniać światło. Dopiero, gdy zrobiło się tak ciemno, że Leminos nie mógł dostrzec jelenia, staną. Nie wiedział gdzie się znajduje, z której strony przybiegł, a z powodu tych ciemności, nie widział nawet własnych śladów. Młodzieniec postanowił iść przed siebie. W pewnej chwili ujrzał on w oddali małe, mgliste światło. Zaczął do niego biec. Gdy był już niedaleko, usłyszał szum wody. Przeczucie podpowiadało mu by schował się przy rosnącym w pobliżu krzewie ostrokrzewu. Ostrożnie wszedł za niego, a potem wyjrzałby zobaczyć, co jest źródłem światła. Leminos ujrzał najcudowniejszy w jego życiu widok. Olbrzymie jezioro z piękną, srebrną taflą, opalizowało łagodnym i mlecznobiałym światłem. Drzewa wokół niego były tak stare i duże, że zasłaniały niebo nawet na środku tego wielkiego jeziora. Młodzieniec domyślił się, że jest to jezioro z przepowiedni, jezioro zapomniane przez bogów, jezioro, którego niema...

komentarze [2]

wasz płomienny aniołek



rozdział 2 >> sobota, 27 stycznia 2007 17:41:19
Szedł tak bez odpoczynku, goniony wiatrami, smagany deszczami, aż dotarł o zachodzie słońca do ogromnego lasu. Postanowił przeczekać noc na jego skraju. Rozłożył lwie skóry na trawie i prawie natychmiast zasną. Przyśnił mu się coś dziwnego:

Błądził po bagnach, aż doszedł do starego, drewnianego domku, oplecionego pnączami wyglądającego jak wielkie drzewo z bardzo dużymi liśćmi. Zatrzymał się i zaczął szukać drzwi, ale ich nie znalazł. Postanowił, więc wracać, ale odchodząc usłyszał głośny śmiech. Odwrócił się i ujrzał unoszący się dym. Zaczął biec w jego stronę, lecz po drodze zauważył wiklinowy kosz. Skuszony ciekawością, zajrzał do środka. W koszu znajdowało się dziecko, małe, o różanych policzkach i mądrych, brązowych oczach. Była to z pewnością dziewczynka. Nagle usłyszał przerażający ryk.

W ich stronę biegł oszalały z głodu niedźwiedź. Jego chude wklęsłe boki, pokryte cienką warstwą skóry i liniejącej sierści, ukazywały wszystkie jego żebra. Widok ten wywoływał w młodzieńcu zniewalający strach. Na początku chciał on uciec, ale przypomniał sobie o małym dziecku leżącym bezradnie na dnie koszyka. Nie zdążył jednak do niego przybiec, bestia była szybsza. Pochyliła się nad koszem obnażając swe długie, białe zęby. Rozległ się krzyk przerażonego dziecka...

Leminos obudził się przerażony. Nie rozumiał znaczenia tego snu, więc by go odkryć wyruszył do wyroczni delfickiej.

komentarze [4]

wasz płomienny aniołek



rozdział 1 >> środa, 17 stycznia 2007 20:12:35
Tymczasem w mieście zwanym Leolkaldia, na przedmieściach bogatych we wszelkie bogactwa tego świata, żył mężny, waleczny a jednocześnie urodziwy młodzieniec. Przez cudzoziemców był zwany Jukonem, a przez tubylców Guwittus, sam jednak wolał być nazywany Leminos, ponieważ tak nazywała go matka zanim wyruszył w świat. Podróżując po świecie, pokonywał potwory, smoki i inne dzikie zwierzęta przeszkadzające w życiu ludziom. Tak więc czyniąc dobro, zdobył sławę i na stałe zapisał się w historii niejednego miasta. Sam był człowiekiem skromnym i uciekał od hucznych zabaw i uczt wydawanych na jego cześć. Urodą przewyższał niejednego młodzieńca, a nawet przez niektórych uważany za piękniejszego od Apollina lub (przez bardziej bogobojnych) tylko do niego porównywany. Miał jasne, kręcone włosy sięgające do ramion, oczy koloru nieba a ubrany był w skóry upolowanych zwierząt, bo choć był sławny nie miał dużej ilości pieniędzy a nawet można by rzec, że był człowiekiem ubogim.


Pewnego dnia Leminos zauważył na drodze biedną, głodną i ślepą kobietę (a był to niecodzienny widok w tak bogatym mieście)podszedł, więc do niej by ofiarować kawałek suchego chleba, który pozostał mu jeszcze z domu, od matki. Kobieta posiliła się i powiedziała:


-Dziękuję ci młodzieńcze, za ten kawałek chleba.


Podążaj Szlakiem Pielgrzyma,


a zaprowadzi cię on do miejsca


gdzie poznasz swoje przeznaczenie.


Młodzieniec zdziwił się, ale podziękował za radę. Wkrótce postanowił opuścić miasto i ruszyć na poszukiwanie nowych przygód.

Jak postanowił tak zrobił, skoro świt wyruszył z miasta i podążył przed siebie.

komentarze [3]

wasz płomienny aniołek



opowiadanie prolog >> sobota, 13 stycznia 2007 16:40:22
Przy początkach świata, u źródła rzeki Styks, gdy była ona jeszcze czystym rozlewiskiem krystalicznej wody, a nie pasem lawy, jakim jest dziś, powstało małe zakole porośnięte dookoła akantem. Wraz z upływem czasu i zmianami, jakie zachodziły w rzece, zakole zaczęło stawać się małym jeziorkiem i coraz bardziej oddalało się od swojej rzeki-matki Styksu. Powoli zapomniano o nim, a ono samo gdzieś znikło. Przez wiele tysiącleci było ukryte nie tylko przed wzrokiem człowieka, ale również i boga. Jedyną istotą znającą to miejsce była nimfa-strażniczka Kalinaope. Była tak piękną istotką, że Afrodyta-bogini płodności i miłości, uosobienie kobiecego piękna, mogła być o nią zazdrosna. Kalinaope miała turkusowe oczy, długie bujne włosy, a jej blade ciało spowijały zwiewne utkane jakby z mgły lub nici pajęczej szaty. Na szczęście nikt nie wiedział o jej istnieniu, bo któraś z zazdrosnych o jej urodę bogiń z chęcią zabiłaby ją. Nimfa stąpała tak lekko, że źdźbła traw nawet nie poruszały się, gdy po nich przechodziła, a jednocześnie tak cicho, że czuwająca łania nie słyszała żadnego szelestu, kiedy radosna Kalinaope przebiegała tuż obok niej. Jedynym zmartwieniem strażniczki była okrutna samotność. Była ona od początku swego życia zaprzysiężona, że nigdy nie zdradzi swego istnienia i jednocześnie nie powie gdzie mieści się zapomniane jezioro.


komentarze [2]

wasz płomienny aniołek



wiersz o... >> piątek, 5 stycznia 2007 22:05:49
Ponieważ nadal nie mam weny twórczej by napisać mojego oposa, więc napisałam ten oto wiersz:
***

Siedzi na kamiennym trzonie kolumny,
pozostałości dawnej świetności.
Obok leży misa,
wydobywa się dym
dwoma pasami do świata nocy i dnia.
Po lewej słońce, po prawej gwiazdy.
Na zamyślonej twarzy
od dawna mieszka smutek.
Drżące ręce podpierają blada twarz.
Szaty ze zwiewnego jedwabiu
spowijają postać marmurowa ścianą.
Skrzydła, gotowe do lotu,
stoją w bezruchu wieczność całą.
Czarny miecz, utkany z bólu i cierpienia,
Leży u stóp, migocząc złowrogo,
w kałuży krwi zabitych, niewinnych.
Jedna, tylko jedna łza
spada na ostrze, obmywając krew.
-Dlaczego, płaczesz, dlaczego?
Tyś zwiastunem zwycięstwa i klęski,
ten miecz niejedno przebije serce.
Dlaczego, płaczesz, dlaczego?

***

No i tyle narazie musi wam wystarczyć ;) jeżeli chcecie wiedzieć okim jest ten wiersz to ... sobie go/ją wyobrażcie.
komentarze [1]

wasz płomienny aniołek



jeszcze trochę życzeń... >> sobota, 30 grudnia 2006 18:55:50
Ostatnio przeglądałam rużne pisemka i znalazłam parę ciekawych życzeń noworocznych. Oto one:

Kolejny sylwester życzenia te same: Byś w przyszłym roku zbudował zamek, Byś miał sto koni i to samochodów, Byś nigdy do płaczu nie miał powodów, Byś w końcu był tym. Kim zawsze marzyłeś, w zgodzie z sumieniem i bez układów zawiłych,
*
Płoną szcztuczne ognie, płynie muzyka, idzie Nowy Rok, Stary już umyka, więc wznieśmy puchary, tańczmy do rana, niech los nam nie szczędzi MIŁOŚCI i SZAMPANA!
*
Ile Miler razy skłamał,
Ile Kwach obietnic złamał,
Ile Beger owsa zjadła,
Ile Kalisz nosi sadła,
Ile Łapiński wziął na boku,
Tyle szczęścia w Nowym Roku!!!
*
Już Nowy Rok tuż- tuż, nowe plany, marzenia, radości, smutki, nowe miłości , rozstania, nowe powody do picia za sukcesy, porażki i za całe życie, które nam dano, za to żeby się nam udało.
*
w Nowym Roku idź do przodu, krok po kroku, niech Cię nadmiar kasy męczy, niechaj fiskus Cię nie dręczy, niech rodzina żyje w kupie, resztę miej głęboko w dupie.
*
Fajerwerki, śnieg, muzyka, już szampana każdy łyka, stary rok się w nowy zmienia, przeto szczęścia ślę życzenia!
*
Kasy Kulczyka, fury Rydzyka, siły Pudziana, humoru od rana, cholesterolu w normie i świętowania Nowego Roku w doskonałej formie.
*
Niech taneczny, lekki krok, będzie z Tobą cały rok, niech prowadzi Cię bez stresu, od sukcesu do sukcesu.

komentarze [2]

wasz płomienny aniołek



święta, święta i... po świętach >> piątek, 29 grudnia 2006 15:57:08
święta się skończyły i nic na to nie poradzimy... ale zawsze pozostają wspomnienia. Przypomina mi się nasza klasowa wigilia.Czego to człowiek się nie nasłucha przy składaniu życzeń ;)
* * *
kolega z klasy: życzę ci zdrowia, kasy....
Ja:życzę ci tego samego bo nie umiem ładnie układać
życzeń.
kolega :no, przynajmniej tego nie potrafisz robić najlepiej.
* * *
Dość ciekawa aluzja :P
komentarze [1]

wasz płomienny aniołek






my menu


Księga gości


Jesteś 837
wędrowcem na moim blogu



O mnie

Dodaj do ulubionych

dziękuję za dodanie i proszę abyś pozostawił/ła po sobie jakiś ślad w komentarzach lub księdze gości, abym mogła cię również dodać

kluby...



ulubieni...

pewnahistoriarosereivenfel-chanlovely-placevenezja-angelmagic-club-winxvolienres

LINKI

fajne strony
komiks z bundzem
znana wyszukiwarka grafiki...
maalata
najbardziej znana strona na której możesz obejrzysz wiele anime



moja przeszłość...

2006
grudzień (4)

2007
styczeń (4)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
wrzesień (2)

2008
maj (1)
listopad (1)



MusicPlaylist





* * * *
Szablon wykonany przez Aga dla szablony05.mylog.pl
i modyfikowany przez
fireangel