
rozdział 6 >> poniedziałek, 12 marca 2007 16:32:11
Leminos był na pustkowiu, tuż obok niego szła mała dziewczynka. Widział ją już wcześniej, tylko gdzie...
Dziewczynka odwróciła twarz i popatrzyła na niego swoimi mądrymi, brązowymi oczami. Wtedy zdał sobie że było to dziecko z koszyka, widziane przez niego we śnie, tylko o kilka lat starsze. Niebo chyliło się ku zachodowi gdy weszli do wąwozu. Na ścianach widniały błyszczące w ostatnich promieniach słońca kamienie. Spojrzał do tyłu, końca wąwozu nie było widać. Słońce już całkiem zaszło, a na niebie pojawił się księżyc. Młodzieniec popatrzył na twarz towarzyszki. Wpatrywała się w wąską szczelinę w ścianie wąwozu. Coś migotało wewnątrz, nie był to jednak żaden kamień. To coś ruszyło wprost na nich. Dziewczynka chwyciła Leminosa za rękaw. Ze szczeliny wysuwały się barwnym korowodem węże. Zbliżały się bardzo szybko, ich skóry migotały srebrzyście w świetle księżyca. Długie na kilkadziesiąt centymetrów kły ociekały jadem, który opadając na ziemię, wypalał wąskie rowki z cichym skwierczeniem. Były coraz bliżej i bliżej... Młodzieniec poczuł przerażenie. Dziewczynka zaczęła krzyczeć.
Leminos obudził się przerażony. Coś jednak było nie tak. Pomimo iż już się obudził krzyk nadal rozbrzmiewał. Rozejrzał się po pokoju. Nie było w nim Kalinaope. Krzyk ustał. Młodzieniec wybiegł z pokoju. Wrota wejściowe były otwarte. Śnieg wniesiony przez wiatr, opadł na dywan. Leminos nie dostrzegł nigdzie nimfy. Wyjrzał przez wrota, na śniegu widać było ślady. Prowadziły one jednak nie z, ale do pałacu. Rozejrzał się uważnie dookoła. Ślady prowadziły wyraźnie w stronę tajemniczych drzwi. Młodzieniec ruszył w ich kierunku, były lekko uchylone. Wyciągną dłoń. Nagle usłyszał hałas na przeciwległym końcu korytarza. Odwrócił się. Źródłem hałasu była Kalinaope , która przewróciła stary, mosiężny świecznik na podłogę. Leminos podbiegł do nimfy.
-Nic ci się nie stało?- szepnął.
Nimfa pokręciła przecząco głową. Młodzieniec zauważył, pomimo panującego półmroku, że Kalinaope była przestraszona.
-Wracajmy do pokoju.
Kalinaope obróciła się i minęła go jak gdyby był zwykłym przedmiotem. Weszła do pokoju, a za nią Leminos. Usiadł koło niej , naprzeciw kominka. Spojrzał na jej twarz. Po policzkach spływały wielkie łzy i opadały z głuchym pogłosem na futro w które była ubrana. Młodzieniec przytulił nimfę. Zaczęła łkać. Po pewnym czasie usnęła w jego ramionach zmęczona przeżyciami tego wieczora. Ułożył ją ostrożnie na łóżku i przykrył. Sam położył się przed kominkiem i próbował zasnąć, jednak myśli nie dawały mu spokoju.
-Co zobaczyła ta dziewczyna? Co sprawiło że była taka przerażona?-
Rozmyślał jeszcze kilka godzin, wpatrując się w dogasające płomienie. Dołożył drwa i znowu buchnęły. W końcu zmęczenie wzięło górę i Leminos po raz kolejny zapadł w sen.
komentarze [24]wasz pĹomienny anioĹek
rozdział 5 >> piątek, 2 marca 2007 20:04:30
Leminos i Kalinaope ruszyli przez zaśnieżoną drogę. Nagle ujrzeli przed sobą olbrzymi pałac. Stał na niewielkim wzniesieniu, nie zobaczyli go w całej swojej okazałości, ponieważ śnieg zaczynał padać coraz mocniej. Przed bramą stał duży posąg kobiety ze skrzydłami. Na skrzydłach posągu lśnił się szron. Twarz do połowy osłonięta była białym puchem. W prawej dłoni lśnił miecz z rubinową rękojeścią. Rzeźba ta, pomimo że była wykonana z kamienia, wyglądała na żywą istotę pogrążoną w głębokim śnie.
-Wracajmy już, mam złe przeczucie- powiedziała nimfa.
-Dobrze, ale nie dziś. Jest zbyt ciemno, a śnieg jest coraz gęstszy. Musimy gdzieś przenocować.
Otworzył bramę i ruszył w kierunku pałacu, trzymając za rękę Kalinaope.
Stanęli w długim holu. Na ścianach wisiały wyleniałe gobeliny, stare obrazy, w dawniej złotych, ramach oraz zardzewiałe świeczniki. Gruba warstwa kurzu przykrywała wszystkie przedmioty, a na podłodze tworzyła puszysty dywan. Leminos schylił się i podniósł leżący na podłodze świecznik. Otrzepał go z kurzu, włożył świeczkę i zapalił. W bladym świetle świecy ujrzeli że oprócz kurzu przedmioty pokryte są cienką warstwą lodu. Skierowali swoje kroki w stronę najbliższych drzwi. Nimfa wyciągnęła rękę. Otworzyły się same ze straszliwym zgrzytem. Ze środka wydobywało się słabe światło. Kalinaope cofnęła rękę. Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem.
Zbliżała się północ, nimfa patrzyła w płomienie wesoło trzaskające w kamiennym kominku. W jej głowie błąkała się tylko jedna myśl. Przed oczami miała obraz uchylonych drzwi. Było w nich coś niezwykłego coś, co sprawiało że nie mogła wymazać ich z pamięci. Wstała, rozejrzała się po pokoju. Tuż przy kominku spał młodzieniec. Na jego twarzy igrały cienie i blaski. Kalinaope zamyśliła się. Nagle z zamyślenia wyrwał ją jakiś hałas. Wyszła na korytarz. Było pusto. Ruszyła w kierunku tajemniczych drzwi, wydobywało się spod nich światło. Nimfa wyciągnęła dłonie. Drzwi otwierały się z cichym skrzypieniem...
komentarze [16]wasz pĹomienny anioĹek
Powrót
2006
grudzień (4)2007
styczeń (4)luty (2)marzec (2)kwiecień (1)maj (1)wrzesień (2)2008
maj (1)listopad (1)
by
Ina
from
phoenix-lays.mylog.pl